mam wyjebane 42 90. niespodziewanka 43 90. the bunnisher 2 48 90. bear grills 48 90. ahmed 49 90. whatever 48 90. gand_alf 45 90. batmanem (nie)jestem 48 90. never Miej wyjebane, a będzie ci dane. 28,681 likes · 7 talking about this. Email miej.wyjebane.a.bedzie.ci.dane@spoko.pl Stream Śmiej się by jednakflauer on desktop and mobile. Play over 265 million tracks for free on SoundCloud. Music: "Art Now" -Alexlink - http://ccmixter.org/files/AlexBeroza/303442009 - Licensed under Creative Commons Attribution (3.0)Edycja video i montaż jak i sk Jak się zabić – Jak popełnić samobójstwo Szybko i bezboleśnie. Masz pełne prawo do kontrolowania swojego życia. Każde prawo jest prawem silnej osoby, ponieważ słabi nie mają żadnych praw. Miej wyjebane, a czuć Ci będzie dane 178 Krok 6. Nakarm swoje emocje 184 Krok 7. Zaprzyjaźnij się ze swoimi emocjami 188 7_Tydzien_Workbook_Niech_twoj_umysl . Najlepsza odpowiedź ola0020 odpowiedział(a) o 16:47: nie bo jak się z kogos śmiejesz to potem Cię wyśmieją...chyba... Odpowiedzi xloczusx odpowiedział(a) o 16:49 PaniGaGa odpowiedział(a) o 16:50 chyba nie ...chodź może niekiedy lepiej :D nie należy przedwcześnie cieszyć się z własnego sukcesu/z porażki innych, gdyż sukces może się okazać nietrwały blocked odpowiedział(a) o 20:21 Śmiać się ostatnim, oznacza, że wyszło na Twoje. Np. Jeśli z kimś się sprzeczasz i on przystaje na Twoim wtedy ty jesteś na wierzchu, to ty masz rację, czyli śmiejesz się ostatni, i jemu wcale nie do śmiechu. Ten się śmieje, kto się śmieje Uważasz, że ktoś się myli? lub czw., 2012-05-10 15:30 #1 Nieobecny Wiek: 20 Miejscowość: Poznań Dołączył: 2012-04-18 Punkty pomocy: 18 Jak długo być obojętnym, a kiedy odpuścić Głowa mnie tak dzisiaj rozwala od środka, że sam nie wiem co myśleć, co robić... Wracając dzisiaj z uczelni kupiłem sobie piwka (tak na rozluźnienie), myśląc, że może to mi w czymś pomoże. Może jakoś uda mi się spojrzeć na to z innej perspektywy. Jest trudno... Jestem z dziewczyną 4 miesiące... krótko? długo? Sam nie wiem... w każdym razie jest to mój pierwszy związek - jeśli można to tak nazwać ;x Poznaliśmy się na uczelni i do tej pory widzimy się prawie codziennie na wykładach lub przejściowo między ćwiczeniami. Wszystko fajnie było... ja nie dążyłem do związku, fajnie się z nią czułem. Po kilku spotkaniach jakoś wyszło, że byliśmy razem. Ale na czym polega związek? U nas polegało to na zasadzie, że widzimy się 1-2 razy w tygodniu, sam na sam u mnie w domu i "oglądamy filmy". Wszystko ok... ja zacząłem się angażować emocjonalnie, ale czekajcie... ona chyba stoi w miejscu i nawet nie ma zamiaru ruszyć do przodu. Wtedy moja reakcja była na zasadzie: "pewnie musze się bardziej starać i pokazać jej, że mi zależy i jest dla mnie wszystkim". Śmieszne, nie? Był moment, że chciała zerwać... Pewnego razu poniosły mnie emocje: zachowywała się obojętnie i nie zwracała na mnie uwagi... koleżanka przy mnie specjalnie zaproponowała jej papierosa, żeby zapaliła i w tym czasie ja głośno mówie, że nie chce żeby paliła, ale to zrobiła. Później jak nadjeżdżał mi bus to chciałem się z nią pożegnać i ją pocałować w policzek na co ona się odsuwa (2 razy tak zrobiła) no i się wkurzyłem i ją lekko odepchnąlem i powiedziałem, że nie bede takiego czegoś tolerował. Wkurwiony wsiadłem do autobusu i pojechałem. Nie miałem zamiaru jej przepraszać, ale słysząc od jej przyjaciólki jak ona to przeżyła zmusiłem się do tego. Przepraszałem i przepraszałem, mówiłem, że źle się zachowałem etc. Ona mówiła, że poczuła się jak suka i że chce zerwać itd. W końcu zapytałem jej czy taki powód jest wystarczający, żeby ze mną zerwać i się jakoś pogodziliśmy (z jej inicjatywy). Wszystko było niby w porządku, ale to ja inicjowałem spotkania, to ja zawsze do niej podchodziłem, żeby się przywitać, zawsze byłem to ja... W końcu przestało mnie to bawić i stwierdziłem, że musi się to skończyć. Mówiłem sobie, że wygarne jej wszystko i zobaczymy. Napisałem jej, że musimy poważnie porozmawiać. Później przy rozmowie mówie jej, że mi się nie podoba jej zachowanie i jeśli tego nie zmieni to koniec. Gadu, gadu, szmatu, szmatu i gówno. Wyszło, że ona nie rozumie o co mi chodzi i mnie "kochała takiego, który nie robił problemów i się starał". Aha... odszedłem ale nie było jasne czy zerwaliśmy czy nie. 2 dni później mnie coś napadło i do niej polazłem i powiedziałem, że ją kocham ale nie dała mi odpowiedzi czy jest w stanie mi dać związek oparty na szczerości i zaufaniu. Ona odpowiada, że odpowiedziała, że tak i wyszło - "zacznijmy od początku". Wtedy powiedziałem sobie: Ok, będzie od początku ale teraz na moich zasadach... po mału zacząłem czytać wtedy tą stronkę i starałem się wykorzystywać tą wiedzę. Od tego momentu było jakoś tak... sztucznie, bez emocji, bez... kur.. bez niczego ;x minęły po tym 2 tygodnie i na zasadzie: cześć, co tam... Mówie sobie... chcesz tak dalej pogrywać? To prosze bardzo - i zacząłem zachowywać się jeszcze bardziej obojętnie. Po tych 2 tygodniach ona wyjechała do swojego miasta na tydzien - weekend majowy. Nie odzywała się, ani ja do niej. Po weekendzie majowym widzimy się na uczelni - przytuliła sie. Ale ja dalej jestem troche obojętny. Z biegiem czasu ona znowu staje się taka obojętna jak wcześniej, a po tym jak się umówiłem z koleżanką na rolki (ona o tym wiedziała) stała się jeszcze bardziej obojętna. Od tej chwili widzimy się na uczelni, siadamy zupełnie gdzie indziej, nawet nie dochodzi do normalnego przywitania i powitania na zasadzie buziak w policzek tylko obce "cześć". Stosuję zasadę lustra - jeśli dobrze rozumiem to pojęcie. Zachowuje się tak samo obojętnie jak ona. Ale moge powiedzieć jedno... mnie to męczy. Od dłuższego czasu zastanawiam się czy ten związek (jeśli to w ogóle można nazwać związkiem !) ma sens. Nie spotykamy się od miesiąca. Ona nic nie zaproponuje. Czuję się zupełnie jak bym nie miał dziewczyny i nie był w związku. Widzę jej wady, wkurza mnie jej zachowanie, jeśli ma tak to wyglądać to ja tego nie widze i jestem pewny, że z tym skończe. Ale pytanie do was... jest sens ciągnąć to dalej i być obojętnym w stosunku do niej i liczyć na to, że się może zmieni czy od razu wylać kawę na ławę i powiedzieć jej, że mnie męczy taki związek i nie chce takiego czegoś, narka? Zależy mi na niej... dziwne, bo kobieta w ogóle mnie nie docenia i ma zlew na wszystko - tak to wygląda po jej zachowaniu. Myśle, że jestem w stanie z nią zerwać i być gotowym ją stracić. Ale mam zasadę, żeby nie odpuszczać za szybko, żeby później tego nie żałować. Nie mam tutaj na myśli starać sie o jej względy, tylko starać się zmienić jej zachowanie poprzez moją bierność/obojętność. Jak myślicie? Co z tym fantem dalej robić? Zacznę się starać - stanę się pieskiem w jej oczach. Być dalej obojętnym - jak długo i czy może to podziałać? Zerwać - może i to najlepsze wyjście, ale czy nie za szybko odpuszczam? Postanowiłem to trochę dokładniej opisac... jakieś pytania, odpowiem Nie wiedziałem, że po tym piwku i wylaniu tutaj tego wszystkiego tak dobrze sie poczuje "The key to life is running and reading. Remember it..."

wyjebane miej i sie smiej